BREXIT

BREXIT – Tego chyba nikt się tak naprawdę nie spodziewał. Gdy kończył się dzień, w którym odbywało się referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE poszedłem spać spokojny. Już rano wiedziałem, że mój wczorajszy spokój był nieuzasadniony. Wydaje się, że nie tylko ja byłem w błędzie – nie przewidzieli tego nawet analitycy finansowi – w środku nocy kurs funta brytyjskiego zaczął spadać – czuwający tej nocy wiedzieli już dlaczego.

moje biurko 2016

Stabilny świat, w którym przyszło żyć mojemu pokoleniu powoli zaczyna znikać. Niestety błogie czasy nie trwają wiecznie. Było tak dobrze, że pokolenie dwudziestolatków przyjmowało dzisiejsze czasy jako coś naturalnego. Szkoda, że ludzie nie doceniają tego co mają – pokój, brak głodu, wolność to naprawdę wielkie wartości.

W 1995 roku w Bośni Serbowie wymordowali ponad 8000 tysięcy muzułmańskich chłopców i mężczyzn. Od tej największej masowej zbrodni w powojennej Europie, dzieliło mnie wtedy, 12-letniego beztroskiego chłopca spędzającego wakacje w małym miasteczku na Podkarpaciu, 890 kilometrów. Czasem nasza obojętność i ignorancja potrafią prowadzić nas na manowce. Brak gruntownego wykształcenia i silnych elit, fałszywy egalitaryzm czy zupełny zanik społecznej hierarchii to nowotwory, które pożerają nasz kraj.

Jest rok 1933 – Morris Unger, jego żona Ethel i 15 letni syn Robert przyjeżdżają odwiedzić rodzinę w Niebylcu. Celem wizyty było spotkanie Morrisa z ojcem Kalmanem Ungerem, który to wysłał go wraz sześcioma córkami do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia. Syn osiągnął sukces w USA w zakresie handlu mrożonkami, dzięki czemu mógł pomóc postawić ojcu jeden z nielicznych murowanych domów w Niebylcu (największy). Morris przeczuwał, że nadchodzą złe czasy i chciał zabrać ze sobą ojca do USA niestety ten nie uległ i został w Polsce. Niemal cała licząca około 300 osób niebylecka społeczność żydowska została wymordowana w Bełżcu oraz pobliskich lasach.

Czy te dzieci wiedziały, że ich życie skończy się w tak dramatyczny sposób już za kilka lat?

dzieci
Kadr z filmu zarejestrowanego w Niebylcu w latach 30 XX wieku.

Kiedy kilka miesięcy temu w mediach społecznościowych zaczęła się nagonka na uchodźców byłem autentycznie zdruzgotany. Matki, ojcowie, cieszyli się ze śmierci dzieci i ich rodziców próbujących przebyć Morze Śródziemne. Ignoranci mający pełne brzuchy, siedzący w swoich bezpiecznych domach umieszczali przerażające komentarze pod informacjami o śmierci kolejnych imigrantów. Nigdy nie poznali ani jednej osoby z tych łodzi, nie zamienili z nimi ani jednego słowa. Większość z nich nie byłaby w stanie wskazać Syrii na mapie. Dla tych naszych rodaków świat ma tylko dwa kolory. Jesteś zwolennikiem przyjmowania uchodźców (lewakiem) lub przeciwnikiem (patriotą).

Nie ważne, że nie rozumieją słowa lewica. Nie ważne, że dzisiaj definiowanie lewicy nie jest już takie proste jak w przeszłości. Można być przeciwnikiem interwencjonizmu gospodarczego i gorącym zwolennikiem wolnego rynku jednocześnie będąc w kwestiach społecznych zwolennikiem postulatów lewicowych tj. powściągliwości wobec tradycji, równouprawnienienia płci, równości ze względu na orientację seksualną itd.

Paradoksalnie osoby krzyczące w czyimś kierunku lewak, same mają bolszewickie zapędy – są zwolennikami „rozdawnictwa”, odbierania bogatym, „równania w dół”, czy doszukiwaniem się źródeł wszelkiego zła u tzw. „banksterki”. Ta cała nowomowa obecnej władzy, która poza wskazywaniem winnych nie potrafi zrobić absolutnie nic konstruktywnego, temu sprzyja. Dla nich liczy się przeszłość – przyszłość to tylko zagrożenie. „Kibolska” moralność stała się czymś godnym naśladowania.  Świat, który nas otacza idzie w złym kierunku.

W roku 2012 organizowaliśmy wspólnie z Ukrainą Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. To było dla tych narodów święto kolorów i wolności. Tak wyglądał stadion w Doniecku w 2014 roku.

Dombas arena
fot. shakhtar.com

Niestety pokój, wolność, swoboda przemieszczania się (czyli tak naprawdę możliwość zmieniania swojego życia) nie są dane nam raz na zawsze, dlatego serce pęka mi gdy słyszę wypowiedzi naszych lekkomyślnych polityków. Zamiast szukać konstruktywnych rozwiązań potrafią tylko burzyć. W przeszłości mieliśmy szczęście do polityków naprawdę wielkiego formatu. To oni sprawili, że nasz kraj rósł i piękniał w oczach przez ostatnie 26 lat.  Akcesja do UE czy NATO to była dla nas wielka nobilitacja – kosztująca naprawdę wiele wysiłku.

W ostatnich miesiącach nasi politycy udowodnili, że nie rozumiemy tego czym jest demokracja, a bliżej nam do modelu autorytarnego. Cała zachodnia Europa patrzy na nas z politowaniem.

Unia Europejska jaką znaliśmy zaczyna się rozpadać – to nie jednak Anglicy czy Francuzi będą mieli problem. Polska zostanie krajem na marginesie, z którym nikt się nie liczy, głęboką prowincją Europy. Czy tego chcieliście łysi „patrioci”?

Państwa faszystowskie

Wiktor Woroszylski
Państwa faszystowskie

Niedługo po wojnie 1914–1918 w Europie powstały pierwsze
państwa faszystowskie W tych państwach
słońce wschodziło i zachodziło o normalnej porze opromieniając
dachy domostw i wzgórz zieloną spadzistość W oborach
łagodnie ryczało bydło Matki o świcie
budziły dzieci całując je w czoło Ojcowie wracając z pracy
ze znużeniem radosnym w kościach wdychali
dym domowego ogniska zaś po obiedzie
zasypiali w fotelu bądź też majsterkowali wytrwale bądź też
muzykowali z zapałem Dzieci
bawiły się w klipę w klasy i w chowanego Małym
dziewczynkom rosły piersi i dziewczynki z dnia na dzień
zamieniały się w duże dziewczyny wypełnione szeptem
szmerem jak drzewa w lesie chichotem nagłym na którego
dźwięk chłopcom zasychało w gardle W letnie wieczory
na firankach podświetlonych od wewnątrz schodziły się cienie
rozchodziły i znów schodziły miłośnie Zaś zimą
kochankowie łowili ustami parę z ust w ośnieżonych ogrodach I jeszcze
można wspomnieć o kotach wyginających się w kabłąk o wróblach
wzlatujących nad jezdnią o staruszkach na przyzbie o kwiatach
ciętych i doniczkowych o pielęgniarkach
podających chorym termometr o ludziach z miotłą
zamiatających ulice O drewnie
rozsychającym się bruździe w polu wilgotnej wietrze w zaroślach I jeszcze można
wiele wymienić zjawisk świadczących że

Albowiem nie było znaków na niebie komet żałobnych
wody w krew zamienionej krzaków płonących albowiem
życie biegło zwyczajnie więc naprawdę w państwach tych wielu było
ludzi zwyczajnych i ludzi dobrych i takich którzy
nie wiedzieli o niczym i którym
nie przychodziło na myśl i którzy
nie czuli się współwinowajcami i którzy
nie mieli z tym nic wspólnego i którzy nawet
nie czytali gazet lub też czytali niedbale zajęci
myślami o tym że trzeba naprawić
przeciekający dach oddać
buty do szewca oświadczyć się wypić
kufel piwa wymieszać farby zapalić świeczkę i którzy
naprawdę nie dostrzegali strachu w oczach sąsiada nie
słyszeli drżenia w głosie pytającego o drogę nie
dostrzegali różnicy nie słyszeli
głosu w sobie albo skoro
domyślali się czegoś nie mogli nic zrobić i pocieszali się
mówiąc My przynajmniej
nie robimy nic złego żyjemy jak żyliśmy zawsze Co było prawdą

A jednak były to
państwa faszystowskie

 

za Antoni Pawlak

Powrót na Wschód

Oto jak niejeden publicysta już zauważył, po dwudziestu pięciu latach wolności – marszu na Zachód Polakom zachciało się cofać.  Pytanie jest takie: czy dotychczasowy kierunek marszu był przypadkowy, komuś wysiadł kompas, czy może jednak świadomy. Niestety obserwując obecną sytuację społeczno-polityczną dochodzę do wniosku, że nasza natura jest całkowicie wschodnia.

Urodziłem się w roku 1983 zatem żyłem gdy dokonywały się w Polsce ogromne zmiany. Codzienny bigos przechodził w plackowatą pizzę z cebulą by wreszcie nastały czasy powszechnej dostępności parmezanu w sklepach.

I jakoś mnie cieszyło, że mój kraj staję się coraz bardziej zachodni  w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie musiałem iść na Zachód – to statek, na którym przyszło mi żyć zbliżał się tam coraz bardziej – i byłem z tego dumny.

Wybudowaliśmy stadiony, nowe drogi, zmieniło się naprawdę dużo. Otwarły się granice – nie trzeba było stać w kolejce by zobaczyć ten lepszy świat.
Mimo, że wiele się zmieniło – sam dostęp do włoskiego sera nie wystarczy. Większość naszego społeczeństwa nie rozumie nawet tego co czyta. Udowodniliśmy naszą niedojrzałość wybierając swoich przedstawicieli w parlamencie.

Chcemy Państwa opiekuńczego, socjalnego, rozwiązującego za nas nasze problemy. Chcemy kraju zamkniętego – walczącego z wszystkimi.  Naszymi przedstawicielami są autorzy teksów takich jak: „Rodzina słowem silna”.

Irracjonalna polityka gospodarcza sprawi, że niebawem wszyscy będziemy jeść brukiew trzy razy dziennie – w oczekiwaniu na upragnioną wizę do Niemiec.

Gratulujemy dojrzałości – zwłaszcza tym, którzy mają więcej jak dwadzieścia lat bo młodzi mogą się mylić, takie prawo młodości.

Wasz rozum wyemigrował

Jakoś tak pusto między uszami
Zdaje się, że kiedyś mieszkał tu rozum
Zdaje się, że wyemigrował

Ostatnio ktoś w jakimś komentarzu na portalu społecznościowym zauważył, że w Polsce ledwo kilka pokoleń minęło od czasów pańszczyzny. Uśmiechnąłem się pod nosem.

Egalitaryzm, swoboda wyrażania własnej opinii są często błędnie interpretowane przez mniej światłe jednostki. Dawniej za wyrażanie własnych opinii, sprzecznych z oficjalnym stanowiskiem państwa, można było dostać „pałą po łbie”. Dzisiaj represyjna rola państwa przestała istnieć, tym razem pozostawiając obywatelom swobodę, niestety nawet tam, gdzie jej być nie powinno.

Wyobraź sobie, że w kraju w którym żyjesz wybucha wojna. Część z twojej rodziny ginie. Tobie i twoim najbliższym nieustannie grozi śmierć – musiałeś uciekać z domu. Straciłeś wszystko co było ci bliskie, na co pracowałeś przez całe życie. Jedynym rozwiązaniem jest ucieczka. Czy naprawdę uważasz, że takim ludziom całkowicie można odmówić pomocy?

Jeżeli uważasz inaczej, oczywiście masz do tego pełne prawo. Nie masz natomiast prawa pod zdjęciami martwych dzieci pisać, że należało im się lub, że „zasługują na kulę w łeb”.

Nie podoba wam się zachowanie imigrantów, którzy przed kilkoma dniami dostali się do Europy? Ryzykowali życie, są wygłodzeni, przerażeni i chcą przeżyć. Sytuacja, w której się znaleźli może wpłynąć na ludzkie zachowania, prawda? Rozumiem, że aby zasługiwać na pomoc trzeba doskonale znać „etykietę”. Ratownik medyczny po trzęsieniu ziemi powinien wypytywać ofiary – Czy jest Pan dobrze wychowany? – Bo jeżeli nie, nie będę Panu mógł pomóc. Wystarczy zobaczyć nasze zachowanie w marketach podczas promocji, by wyciągnąć pewne opinie na temat naszej kultury. Tratujemy siebie nawzajem, a przecież nie walczymy o życie.

Krytyka Polityczna na swojej „facebookowej” stronie cytowała wypowiedzi polskich internautów dotyczące imigrantów. Zdjęcia tych podwórkowych filozofów, były opatrzone ich żałosnymi wypowiedziami pełnymi nienawiści. Pewnie gdyby żyli w czasach Nocy Kryształowej pierwsi by poszli palić synagogi. To, że tacy ludzie nas otaczają mnie przeraża.

Mechanizmy takiego myślenia dobrze ilustruje wiele filmów i dzieł literackich. Do głowy przychodzi mi np. film Mississippi w ogniu, gdzie bardzo wyraźnie jest pokazane do czego prowadzi podobne myślenie. Wczoraj czytałem w Dużym Formacie niesamowity tekst: Lincze w Ameryce. Pocztówka ze śmiercią. Temat pozornie inny jednak pokazujący jak ogromnie wielki potencjał zła mają w sobie z pozoru zwykli ludzie. To jak zwykli biali traktowali czarnoskórych w USA jeszcze zupełnie niedawno. Uprzedzenia rasowe prowadziły do skrajnie przerażających zachowań.

Co wydaje się jeszcze bardziej przerażające, to nie są to tylko wypowiedzi niedojrzałych emocjonalnie nastolatków, lecz przedstawicieli każdej grupy wiekowej. Gazeta Wyborcza wyłączyła możliwość komentowania pod wpisami na temat imigrantów – z powodu tak ogromnej skali nienawiści, jaka się pod nimi koncentrowała.

Ta nienawiść niestety nie ogranicza się do świata „wirtualnego”. Znaczna część mojego otoczenia przejawia cechy rasistowskie, jednocześnie dobrze się przy tym bawiąc. Ta cała sytuacja zdaje się wymykać spod kontroli.

Najbardziej smutnym w tym wszystkim jest fakt, że ogromna grupa Polaków na oczy nie widziała uchodźcy. Jeszcze o większą rozpacz przyprawia mnie świadomość, że nasz naród po traumatycznych doświadczeniach II Wojny Światowej powinien doskonale zdawać sobie sprawę z tego do czego prowadzi rasizm. Poziom naszej ignorancji jest niebotyczny.

  • nie odróżniamy imigrantów ekonomicznych od uchodźców
  • dla większości wypowiadających się każdy Syryjczyk jest terrorystą i nie ma znaczenia, że uciekł przed terrorystami
  • wszyscy są leniwi i czyhają tylko na świadczenia

A co wiesz o wojnie w Syrii? Potrafisz powiedzieć na jej temat więcej niż trzy zdania?

Obecny system w naszym kraju jest tak skonstruowany, że niepracujący przybysz raczej nie ma szans na „godne” życie. Większość wygłaszanych obaw, że będą na nas pasożytować jest zatem bezpodstawnych.

W kraju gdzie około 90% mieszkańców deklaruje, że są Chrześcijanami, dla których każda komórka jajowa jest cenna, pogarda dla życia uchodźców to gigantyczna hipokryzja.

W ostatnich dniach w sieci panuje jakieś dziwne przekonanie, że ktoś kto się przeciwstawia tej rasistowskiej patologicznej wizji świata, jest zwolennikiem zupełnego otwarcia granic.

Radio TOK FM
Radio TOK FM

Wasza ignorancja jest tak ogromna jak Ocean Atlantycki. To, że gardzimy waszymi wypowiedziami, oraz tym co sobą reprezentujecie, nie oznacza że chcemy wpuścić do Polski 10 milionów obywateli innych krajów. W przeciwieństwie do was, nasz świat nie jest zero jedynkowy, ani czarno-biały.

Ci nieco inteligentniejsi z was, wyciągają błędne logicznie wnioski, że gardzący waszą ignorancją i nienawiścią są nieodpowiedzialnymi lekkoduchami w sprawie imigrantów. Uważacie, że jeżeli ktoś nie akceptuje waszego chorego postrzegania świata jednocześnie jest za zupełnym otwarciem granic.

Otóż jesteście w wielkim błędzie. To, że nie tolerujemy waszej nienawiści, waszych kamiennych serc, nie oznacza, że jesteśmy absolutnym liberałami w tej kwestii. Zrozumienie tego jednak już was przerasta.

11995738_1033520453333859_5419334789679378721_n
źródło : Sztuczne Fiołki Facebook , Adriaen van Ostade (1610-1685)

Myślicie, że nie wiemy jakie mogą być negatywne konsekwencje nieprzemyślanej polityki imigracyjnej. Otóż doskonale wiemy – na szczęście wiemy też, że skutki mogą być też pozytywne. W obecnej sytuacji boicie się ponoć islamskiego fundamentalizmu, co z pewnością idzie w parze z brakiem miłości również do Żydów, czarnoskórych, pewnie nie przepadacie też za gejami, prawda? Gdyby Ukraińcy zaczęli masowo do nas przybywać, też by się znalazł jakiś powód by ich nie przyjąć. Każdy z nich byłby pewnie  z UPA. Oczywiście każdy ma prawo do lęku i niezrozumienia, co nie usprawiedliwia takich zachowań z jakimi ostatnio mamy do czynienia.

Każdy niechrześcijanin dla was to istny diabeł. Sam jestem ateistą co sprawia, że na każdą religię patrzę z pewnym stopniem politowania. Ludzie, którzy zostali wychowani w duchu miłości i wyrozumiałości będą wiedzieć, że najważniejszy jest człowiek. Liczy się to czy człowiek jest dobry czy zły, nie jakiej religii jest wyznawcą.

Oczywiście jesteśmy bombardowani informacjami o skali negatywnych zjawisk w obrębie świata arabskiego. Każdy muzułmanin dla was to leń i morderca, co nie przeszkadza wam się „podniecać” architekturą Dubaju i wypasionymi samolotami należącymi do linii lotniczych Emirates.

Zgadza się, że ci ludzie mogą mieć problemy z asymilacją i szanowaniem naszej kultury. Na to mam jedną odpowiedź: nasze prawo, które powinno być egzekwowane wobec każdego tak samo. Nie ważne, czy zabronionego czynu dopuszcza się nasz obywatel, czy imigrant, obaj powinni ponieść stosowne przewidziane prawem konsekwencje. Zło nie ma koloru skóry. Trzeba wypracować odpowiednią strategię w wychwytywaniu potencjalnych terrorystów, a nie zakładać, że każdy przybysz z Syrii czy Afganistanu to terrorysta. Kolejna sprawa to to, że nikt nas „nie zalewa” i jeżeli już ryglujecie drzwi, to wcześniej udajcie się do psychiatry.

Doskonale zdaje sobie sprawę, że Europa znalazła się w bardzo trudnym położeniu. Odczuwam skutki problemów w Calais zważywszy na pracę jaką wykonuje. Jestem zwolennikiem przestrzegania prawa. Kryzysy takie jak w Calais powinny być rozwiązywane, w sposób rozsądny, gdyż ich konsekwencje ponosi bardzo wiele niewinnych ludzi. Co nie oznacza, że po obejrzeniu filmików na Youtube obrazujących sytuacje w porcie wrzucę wszystkich przybyszy do jednego „worka” (tylko dla mojej wygody). Od tego są procedury, prawo, które należy doskonalić jeżeli obecnie się nie sprawdza.

Problem dotyka mnie w pewnym stopniu, prawdopodobnie większym niż dotyka „hejterów” i pytam co z tego? Czy to uprawnia mnie do wyciągania ogólnych wniosków? Czy to sprawia, że mogę wyrobić sobie zdanie na temat każdego uchodźcy czy imigranta? Dlaczego np. syryjski imigrant na Węgrzech ma odpowiadać za zachowania imigranta z Afganistanu w Calais? Czy jeżeli mieszkasz we Francji i jesteś dobrym człowiekiem powinieneś odpowiadać za Polaka, który np. zabił kogoś w Paryżu?

Odpowiedź jest prosta – nie mogę. Dlaczego? Bo wystarczy elementarne wykształcenie, by wiedzieć, że nie można tworzyć ogólnych wniosków, na podstawie obserwacji kilku przypadków. Takie myślenie jest oczywiście bardzo nęcące, proste, dostępne dla każdego. Na takich schematach rodził się faszyzm, rasizm i podobne okropieństwa.

Zmiana systemu w Polsce to już gigantyczny ciężar dla jednostki. Wolność, którą jednostki otrzymują wiąże się z obarczeniem odpowiedzialnością, która w brutalny sposób przerywa okres dziecięcy w życiu człowieka. Możliwość głosu zyskał z pozoru każdy, wcześniej zasięg „tych mądrości” był zwykle ograniczony do wioskowej knajpy, więc mniej widoczny..

Bardzo łatwy dostęp do studiowania przekłada się na fatalną jakoś kształcenia. System szkolnictwa wyższego stoi w rozkroku między tym co było, a chęcią bliżej nieokreślonej zmiany. Próba godzenia mechanizmów rynkowych z rozwiązaniami socjalistycznymi daje nam takie skutki.

Dzisiaj niejednokrotnie osoby wykształcone nie są wstanie samodzielnie myśleć. Na szczęście pojawiają się też rozsądne komentarze: Elita ludzkości czy wpisy na profilu Mateusza Grzesiaka i oby takich coraz więcej.

 

Exchange Online plan 1 – na tapecie Outlook Web App

W niniejszym tekście chciałem się podzielić moimi spostrzeżeniami dotyczącymi usługi Office 365 Exchange Online (plan 1), konkretnie  Outlook Web App.

We wstępie zaznaczę tylko, że nie należy mylić usługi Outlook Web App z darmową pocztą Outlook.com (dawniej Hotmail). Te dwie usługi są zupełnie inne, mają całkowicie różne założenia. Mowa tutaj będzie tylko i wyłącznie o aplikacji Outlook Web App, bez porównywania całego ekosystemu Office 365 z np. ekosystemem Google Apps.

Jako pasjonat rozwiązań technologicznych, które ułatwiają codzienną pracę, oraz ktoś kto od kilku lat administruje darmową wersją  Google Apps w firmie, od dawna chciałem zapoznać się z  usługą Outlook Web App. O ile dobrze pamiętam, kiedy ostatnio nosiłem się z zamiarem przetestowania tej aplikacji, minimalną liczba licencji jaką należało wykupić, wynosiła pięć sztuk. Obecnie możemy wykupić zaledwie jedną licencję, by w pełni przetestować usługę, nim zdecydujemy się na wdrożenie jej w firmie. Koszt takiej licencji to niespełna 4 Euro miesięcznie. Cena nie jest jakoś specjalnie wygórowana, jednak przy wdrożeniu w dużych firmach może być już znacząca. Pamiętajmy jednak, że za tę kwotę otrzymujemy dostęp tylko do poczty, bez dodatkowych narzędzi takich jak pakiet  Office 365 czy komunikator  Microsoft Lync. Jeżeli chcemy korzystać z tych i innych usług, oferowanych przez firmę Microsoft, musimy liczyć się z większymi kosztami.

Aby nie rodzić nieporozumień, nie jestem profesjonalistą zawodowo zajmującym się wdrażaniem takich usług w firmie, zatem moje kompetencje są mocno ograniczone. Nie zdołałem zapewne przetestować nawet połowy funkcji OWA. Ten tekst ma na celu zobrazować, jakie konkretnie problemy napotkałem, chcąc zacząć wykorzystywać tę usługę. Moje problemy niekoniecznie udzielą się innym użytkownikom, którzy mogą mieć odmienne od moich oczekiwania. Podstawowym źródłem moich kłopotów był fakt, że chciałem wykorzystać OWA bardziej jako klienta do zarządzania moją pocztą z kont zewnętrznych, niż jako odrębną usługę (całkowita migracja). Innymi słowy chciałem OWA używać jako agregator poczty. W mojej sytuacji, tj. wykorzystywania rozwiązań związanych z pocztą elektroniczną w małej firmie, punkt widzenia znacząco będzie się różnił, od tego jaki mogą mieć osoby wdrażające usługę dla kilkuset stanowisk. 

Z mojej perspektywy dostęp do poczty za pośrednictwem dobrego webmaila jest kluczowy i ma głównie zalety. Od 2010 roku korzystam w firmie z darmowej wersji Google Apps , nie ponosząc kosztów (około 40 użytkowników) i mając z tego powodu niemalże same korzyści. Darmowa wersja Google Apps nie jest już oferowana (od 2012 roku). Od 2005 roku jestem użytkownikiem Gmaila, który wówczas dostępny był tylko na zaproszenia, oraz jako usługa otwarta dla użytkowników z Australii. Google Apps wykorzystuje też od samego początku do celów prywatnych dla kont w domenie rodzinnej.

Aktualnie jestem przesiąknięty filozofią tego jak powinna wyglądać poczta elektroniczna, którą w dużej mierze zawdzięczam Gmailowi. Filozofia tę można sprowadzić do następujących kwestii:

  • prostota
  • przejrzystość
  • niezawodność (tej nie można Gmailowi/Google Apps odmówić)
  • trzymaj całą pocztę w chmurze i nie martw się o miejsce na dysku, problemy sprzętowe itd.
  • nie wyrzucaj – archiwizuj
  • łącz wiadomości w wątki
  • korzystaj na każdym urządzeniu
  • szybko wyszukuj
  • cokolwiek zrobisz z pocztą na dowolnym urządzeniu będzie miało odzwierciedlenie po stronie serwera i odwrotnie
  • unikać biurkowych klientów pocztowych (mimo ich licznych zalet), gdyż często powodują problemy

Czego zatem może brakować poczcie od firmy Google w stosunku do poczty opartej na serwerze Microsoft Exchange, obsługiwanej za pośrednictwem klienta biurkowego Microsoft Outlook?

Gmail jest świetną usługą, bez której nie wyobrażam sobie obecnie pracy. Google wypracowało bardzo wiele dobrych rozwiązań ułatwiających pracę z pocztą elektroniczną. Poczta od Microsoftu wydaje się jednak uszyta na miarę jeżeli chodzi o rozwiązania dla biznesu.

Serwer Exchange jest dzisiaj chyba najbardziej powszechnym oprogramowaniem wykorzystywanym w celach biznesowych. Największą jego zaletą, jest umożliwienie dzielenia się wynikami pracy grupowej w firmie. Wszelkie informacje są gromadzone na serwerze i dostępne dla osoby uprawnionej w każdym czasie. Wiadomości pocztowe, spotkania, notatki wszystko to na wyciągnięcie ręki. Połączenie biurkowego Outlooka z serwerem Exchange daje najlepsze rezultaty.

Największe zalety wdrożenia Exchange:

  • chyba najlepszy i najbardziej efektywny menadżer kontaktów jaki kiedykolwiek powstał
  • zintegrowany widok wiadomości
  • możliwość stosowania zaawansowanych filtrów i reguł
  • możliwość bardzo szybkiej obsługi – kto korzystał z jakiegokolwiek klienta biurkowego wie, że pocztą zarządza się szybciej za pomocą Outlooka, Thunderbirda niż webowego Gmaila (przynajmniej ja i moje otoczenia ma podobne zdanie)
  • flagowanie wiadomości
  • integracja poczty z kalendarzem
  • menadżer zarządzania zadaniami
  • synchronizacja danych z serwerem (możemy pracować w trybie offline) i wysyłać efekty swojej pracy po połączeniu z Internetem

Lokalny klient poczty elektronicznej ma wiele ograniczeń i według mnie jego wady przewyższają jego zalety. Rozwiązaniem idealnym byłoby wdrożenie jego zalet do klienta webowego. To właśnie starali się zrobić programiści Microsoftu, dlatego tak bardzo mnie od dawna kusiło by  wypróbować Outlook Web App. Oczywiście w niektórych firmach preferowane będzie przechowywanie poczty tylko lokalnie, chociażby ze względów bezpieczeństwa. Wtedy program biurkowy będzie najlepszym rozwiązaniem. Microsoft daje klientowi możliwość wyboru. Oczywiście biurkowego Outlooka możemy wykorzystywać wraz z Gmailem, jednak nie będziemy mieli wtedy tak wielu możliwości jak przy połączeniu go z serwerem Exchange.

Wracając do wad klienta biurkowego:

  • któż z nas nie miał problemów ze zmniejszającą się ilością miejsca na dysku, w skutek pobierania poczty
  • utratą danych na skutek awarii komputera
  • problemami z pocztą, jeżeli dane w danej skrzynce przekroczą pewną krytyczną wartość
  • problemami z przenoszeniem danych podczas zmiany komputera
  • pobieraniem na dysk wirusów (dużo bardziej niebezpieczne niż jeżeli korzystamy z poczty za pomocą przeglądarki)
  • ograniczonymi możliwościami wyszukiwania

Zgodzę się z tym, że większość tych problemów jest rozwiązywalna, jednak to wymaga czasu. O ile w przypadku użytkowania indywidualnego jest to do zrobienia niewielkim nakładem pracy, to w wypadku obsługi 40 stanowisk w firmie  robi się już problem.

Aby być absolutnie uczciwym, wiele z wymienionych przeze mnie trudności rozwiązał protokół IMAP, który o dziwo nie jest do dzisiaj jeszcze standardem. W wielu miejscach korzysta się z archaicznego protokołu POP3, często po prostu z niewiedzy, bądź z lęku przed nowym (o ile IMAP możemy nazwać czymś nowym). Największą zaletą protokołu IMAP jest fakt synchronizacji. Jeżeli odczytamy naszą wiadomość na telefonie, oznaczy się również jako odczytana po stronie serwera. Jeżeli usuniemy ją na serwerze zostanie usunięta na telefonie (oczywiście istnieje możliwość modyfikacji pewnych działań).

W naszej firmie wiele stanowisk korzysta z prostego i w miarę niezawodnego rozwiązania jakim jest klient Thunderbird. Nie oszukujmy się jednak, nie jest to specjalnie zaawansowane narzędzie i może być dobre w przypadku podstawowych zastosowań. Z mojej perspektywy wsparcie IMAP jest absolutnie niezbędne. IMAP sprawia, że Thunderbird  czy Microsoft Outlook stają się przyjaźniejsze. Możemy pobrać same nagłówki (oszczędzając miejsce na dysku), możemy zostawiać wszystko na serwerze (POP3 również oferował taką możliwość ale nie zawsze i wszędzie to działało właściwie). W dzisiejszych czasach kiedy to korzystamy z poczty elektronicznej na kilku urządzeniach, bardzo istotnym z perspektyw firmy, jest gromadzenie danych w jednym miejscu. Dzięki protokołowi IMAP e-mail wysłany przez pracownika z jego urządzenia mobilnego automatycznie zostaje na serwerze.

Jako zaletę lokalnego klienta można uznać szybkość, większą niezależność od prędkości łącza internetowego (chociaż to jest również dyskusyjne), możliwości pracy w trybie offline (w zasadzie klienty webowe też takową mają)

Przejdę teraz do opisania mojej przygody z Outlook Web App.

Zakładając konto w opisywanym przeze mnie planie: Exchange Online Plan 1  uzyskujemy automatycznie dostęp do panelu zarządzania usługami oraz użytkownikami.

Najważniejsze cechy tej usługi :

  • duże skrzynki pocztowe: każdy użytkownik otrzymuje 50 GB miejsca w skrzynce pocztowej i może wysyłać wiadomości o rozmiarze do 25 MB
  • pomoc techniczna programu Outlook: użytkownicy mogą połączyć z Exchange Online obsługiwaną kopię programu Outlook i korzystać ze znanej im aplikacji klienckiej
  • mobilność: dostęp mobilny można uzyskać ze wszystkich telefonów obsługujących odbieranie poczty e-mail, w tym m.in. z urządzeń Windows Phone, iPhone, Android i Blackberry

panel1

Wykupując interesującą nas licencję otrzymujemy dostęp do konta pocztowego obsługiwanego za pomocą zakładki Outlook. Aby zacząć pracę z naszym nowym kontem pocztowym klikamy zakładkę Outlook Web App.  Po uruchomieniu usługi otrzymujemy wybrany przez nas adres w darmowej domenie w postaci: naszanazwa.onmicrosoft.com (możemy przypisać adres użytkownikowi np. kamil@naszanazwa.onmicrosoft.com) i od razu przechodząc do podpięcia naszej domeny jeżeli taką posiadamy.

Podpięcie domeny przebiega w sposób standardowy i sprowadza się do dodania stosownego rekordu txt w panelu naszego rejestratora domeny, a następnie dodania tam stosownych rekordów mx i spf itd.  W moim przypadku proces przebiegł bardzo szybko. Dodałem dwie domeny bez najmniejszych problemów.

Po dodaniu domeny do usługi możemy bezproblemowo zmienić naszą nazwę użytkownika na np. kamil@naszadomena.pl. Aby proces został zakończony należy wylogować się i zalogować ponownie. Po ponownym zalogowaniu się dysponujemy pełnowartościowym adresem e-mail we własnej domenie z możliwością obsługi go z poziomu aplikacji Outlook Web App.

Pierwsze wrażenie jakie odniosłem po zalogowaniu się do aplikacji było naprawdę dobre. Klient web jest przyjemny, przejrzysty, prosty, ładny, intuicyjny i naprawdę dopracowany. Wielka jego zaleta to bardzo szybka możliwość usuwania wiadomości, sortowania, wyszukiwania. Bardzo pożądane funkcje, których brakuje w Gmailu (chyba, że nie zauważyłem ich obecności) jak flagi, potwierdzenia doręczenia wiadomości, szablony, listy wysyłkowe etc.

Generalnie byłem pod tak wielkim wrażeniem  funkcjonalności OWA, iż gotów byłem opłacać sobie licencje z własnej kieszeni, by wygodniej mi się pracowało (migracja w firmie z różnych względów na razie nie wchodzi w grę). I tutaj właśnie zaczęły się pierwsze schody.

Ważna informacja jest taka, że osób które nie potrzebują wsparcia kont zewnętrznych, tylko migrują całkowicie do usługi Exchange, moje problemy nie będą dotyczyć. Prawdą jest, że większość zainteresowanych wykorzystaniem Exchange jako usługi będzie ograniczało się do takiego właśnie zastosowania.

W związku z faktem, że nie bardzo mogę  migrować całkowicie do Exchange (w mojej firmie, na obecnym etapie funkcjonalność darmowego Google Apps jest wystarczająca, co najważniejszego nie ponosimy kosztów) chciałem na razie ograniczać się do wykorzystywania OWA indywidualnie. W związku z tym usługa musiała spełniać następujące kryteria, które nie wydawały mi się specjalnie wygórowane:

  • Uwierzytelnienie dwuskładnikowe – w przypadku poufnych danych służbowych wydaje się to zupełnym standardem.
  • Wsparcie połączonych kont – możliwość dodania kilku kont między innymi Gmail, Google Apps,  za pośrednictwem protokołu IMAP
  • Wsparcie zewnętrznego SMTP  – po to, by z poziomu OWA mieć możliwość wysyłania e-maili poprzez zewnętrzny serwer SMTP Gmail, Google Apps

To w zasadzie główne wymagania, które wydawały mi się standardem.

Konfrontacja z rzeczywistością:

Uwierzytelnianie dwuskładnikowe – pierwsze pozytywne doświadczenia.  Po założeniu konta chciałem włączyć dodatkowe uwierzytelnianie. Dla tych, którzy nie mieli z tym styczności, usługa ta sprowadza się do każdorazowego podawania tokenu (oczywiście wraz z hasłem) otrzymywanego np. za pomocą wiadomości tekstowej, przesyłanej na nasz telefon komórkowy. Inne metody to wykorzystanie  aplikacji takich jak: Google Authenticator, czy sprzętowych rozwiązań takich jak Yubikey. Korzystam z tego rozwiązania od kilku lat w wypadku Gmaila czy Google Apps.

Po chwilowych poszukiwaniach dowiedziałem się, że istnieje taka opcja. Zdziwił mnie natomiast brak instrukcji postępowania, w sytuacjach awaryjnych, takich jak np. utrata urządzenia (telefon, na który wysyłane są wiadomości). W późniejszym czasie dowiedziałem się  od obsługi technicznej Microsoftu, że najlepszym rozwiązaniem jest założenie drugiego konta administratora (nie wymaga to wykupienia licencji gdyż ta jest przypisywana tylko do kont e-mail), z którego poziomu możemy wyłączyć uwierzytelnienie, jeżeli zajdzie taka konieczność.

Podczas wykorzystywania usługi  mogą się zdarzyć różne nieprzewidziane sytuacje, poczynając od zgubienia telefonu, kradzieży, czy problemu z siecią, których skutkiem może być niemożliwość odebrania tokenu. W przypadku konkurencji od Google sprawa jest prosta, drukujemy sobie tokeny awaryjne, które powinniśmy trzymać w bezpiecznym miejscu. Być może coś przeoczyłem, skutkiem czego sam szybciej niż mogłem się tego spodziewać stałem się ofiarą autoryzacji dwuskładnikowej. Po włączeniu dodatkowego uwierzytelnienia, przy kolejnym logowaniu konfigurujemy sobie  usługę, dodając własny numer telefonu (tylko taka opcja jest dostępna w moim planie). Pierwsze testy wypadają pomyślnie, wszystko działa należycie, ogólnie jestem zadowolony.

Multi-Factor Authentication for Office 365 pierwszy problem krytycznyNie ukrywam, że jestem chyba wybitny gdyż już po dwóch dniach użytkowania konta całkowicie zablokowałem sobie do niego dostęp. Nie zmienia to jednak faktu, że pewne procesy wewnątrz aplikacji wydają się nieprzemyślane.

Jak do tego doszło? Jak wcześniej wspominałem, do konta można dodać kilka domen, umożliwia to późniejszą zmianę adresu konta pocztowego przy wykorzystaniu nowo dodanej domeny. Jeżeli wcześniej korzystaliśmy z adresu kamil@domena1.pl a w późniejszym czasie dodaliśmy nową domenę domena2.pl i chcemy mieć adres w postaci np. kamil@domena2.pl, w panelu zarządzania usługą go sobie po prostu zmieniamy. Ja po dwóch dniach skorzystałem z tego procesu, chcąc dodać subdomenę firmową. Podczas tej czynności pokazał mi się standardowy formularz z danymi użytkownika. Jedno pole dotyczyło numeru telefonu (błędnie sądziłem, że to tylko dane kontaktowe), nie jestem pewien, ale albo dopisałem do numeru numer kierunkowy Polski w postaci +48 albo zrobiłem spację (dla czytelności) między +48 a moim numerem. Jakież było moje zdziwienie gdy przy próbie ponownego logowania okazało się, że numer był powiązany z kontem (na ten numer wysyłane były tokeny). Po wpisaniu hasła do konta otrzymywałem informację, że numer telefonu jest nieprawidłowy. Reset hasła nic nie dawał, bo wracałem do punktu wyjścia. Nie było żadnej innej metody zresetowania numeru, wyłączenia tymczasowego tokenów.

Jak to możliwe, że podczas zmiany numery powiązanego z kontem nie pojawił się żaden komunikat ostrzegawczy oraz, że nowy format numeru nie został zweryfikowany (zwykle odbywa się to przez przesłanie tokenu na nowy numer – dopiero po jego wprowadzeniu do systemu, dane są aktualizowane).

Moje doświadczenia z obsługą techniczną firmy Microsoft w zakresie Multi-Factor Authentication for Office 365. 

Mój problem udało się rozwiązać po dwóch  dniach. Jestem bardzo zadowolony z jakości obsługi i tego jak zostałem potraktowany. Jedyne trudności jakie widzę, to fakt iż Microsoft oferuje tak szeroką gamę usług, że czasem znalezienie właściwego pionu odpowiedzialnego za konkretny problem bywa irytujące. Problemem może być również fakt niespójności w zakresie obsługi klienta w jego języku. Dzwoniąc na numer obsługiwany w języku polskim można otrzymać telefon w języku angielskim, co czasem może przysporzyć trudności komunikacyjnych. Obsługa jednak jest kompleksowa.Jako użytkownik posiadający zaledwie jedną licencję czułem się jakbym płacił za co najmniej kilkadziesiąt . Mój problem był analizowany, otrzymałem kilka telefonów, których skutkiem było rozwiązanie moich trudności.

Połączone konta i wsparcie protokołu IMAP: Gmail, Google Apps. Niestety i tutaj napotkałem trudności. Jak wspominałem wcześniej chciałem wykorzystywać OWA jako webowego klienta do zarządzania moją pocztą. Sądziłem, że będzie miał funkcjonalności biurkowego Outlooka – początkowo wszystko wskazywało na to, że tak jest. I tutaj zostałem zastrzelony już na samym początku:

Outlook Web App supports IMAP access for most services, except Gmail. So please use POP instead. To allow POP access from Gmail, see Turn on POP Access Before Connecting to Your Gmail Account.

Ogólnie OWA wspiera IMAP, ale niestety ten Gmailowy nie jest obsługiwany. Generalnie sugestia jaka pada to skorzystaj z POP3. Kolejny problem to brak wsparcia dla zewnętrznego SMTP (o dziwo w darmowej usłudze Outlook.com taka możliwość istnieje) tutaj ponoć ze względów bezpieczeństwa już nie. Zatem do czego sprowadzi się opcja łączenia kont w moim wypadku?

  • mogę co najwyżej pobrać pocztę z Google Apps przez POP3, zresztą nie bez problemów, gdyż podczas tego procesu pojawia się informacja, że nie można pozostawić wiadomości na serwerze Google. Trzeba to zaakceptować i zabezpieczyć się ustawiając po stronie Gmaila aby zostawiał wiadomości.
  • mogę wysyłać e-maile za pośrednictwem OWA tylko w swoim imieniu tj. On Behalf Of tzn. moje wiadomości będą wychodzić z serwerów Microsoftu, nie Google, a  wykorzystywana będzie opcja w imieniu. Ostatecznie jest to do zniesienia, gdyby nie fakt, iż kopie tego co wysyłam za pośrednictwem Outlook Web App nie zostaną na serwerze Google Apps, rozwiązaniem może być wykorzystanie opcji auto bcc, jednak z tą znowu jest kłopot, trzeba coś takiego dodać z poziomu Windows PowerShell, nie miałem czasu aż tak głęboko się tym zajmować .
  • interwał pobierania wiadomości z zewnętrznego konta POP3 to nawet jedna godzina jeżeli jesteśmy wylogowani, co właściwie dyskwalifikuje to rozwiązanie (możemy przekierować wiadomości z Gmaila do OWA ale znowu to półśrodek) :

If yes, please note e-mail is downloaded from your connected accounts every hour when you’re not signed in to Outlook Web App. When you are signed in to Outlook Web App, e-mail is downloaded more frequently. To download e-mail from your connected accounts at any time, click the Check Messages button at the top of the message list view.

  • wysyłając pocztę z urządzenia mobilnego trzeba by było korzystać z Gmaila (w moim wypadku kiedy nie migruję a jedynie wykorzystuje OWA jako klient poczty), to akurat nie problem, jednak wtedy nie będziemy mieli tych wiadomości na serwerze OWA czyli pojawia się problem fragmentacji informacji.

Inne problemy. Ostatnim problemem jaki mnie dotknął w piątek 17.10.2014 był fakt, że nie docierały do mnie wiadomości wysyłane z Gmaila oraz z serwerów Wirtualnej Polski bezpośrednio do OWA. Bez względu na domenę na jaką wysyłałem po prostu ich nie otrzymywałem. Nie wiem czy to był problem przejściowy ale stał się on przysłowiowym gwoździem do trumny. Nieco impulsywnie zdecydowałem się na anulowanie subskrypcji.

Podsumowanie. Po moich krótkich doświadczeniach mam zupełnie ambiwalentne odczucia. Z jednej strony jestem zachwycony, z drugiej bardzo zawiedziony. Chciałbym korzystać z tej usługi, jednak komplikacje z tym związane przewyższają zyski. Miała być oszczędność czasu i ułatwienia, a wyszło coś zupełnie przeciwnego. Od Microsoftu można oczekiwać, że dostarczy nam kompletnego rozwiązania. W wypadku Outlook Web App mam wrażenie jakbym dostał usługę, która zapowiada się wspaniale ale nie jest dokończona. Zdaje sobie sprawę, że  brak wsparcia dla Gmaila/IMAP może być po prostu podyktowany względami biznesowymi, bądź co bądź są to usługi konkurencyjne. Komunikat jaki otrzymujemy brzmi po prostu: migruj albo się męcz. Ja chciałem stanąć w rozkroku, być może dlatego nie wyszło. Outlook Web App widocznie nie ma pełnić roli webowego menadżera poczty, lecz hybrydy: klienta i konta. Funkcja połączonych kont może być traktowana jako miły dodatek – patrząc na OWA z tej perspektywy, nie można wiele zarzucić Microsoftowi. Wiem jedno na pewno jeszcze wrócę do testów niebawem. Na chwilę obecną OWA  Exchange to niewątpliwie najlepsze rozwiązania na rynku w zakresie poczty elektronicznej. Niestety ten kto by chciał widzieć w Outlook Web App w pełni funkcjonalnego webowego odpowiednika biurkowego Outlooka (do zarządzania pocztą z kilku kont) się raczej zawiedzie.

 

Usługa SmartDNS

 

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu dotyczącego usługi VPN świadczonej przez serwis HideIPVPN.com, chciałem napisać jeszcze nieco na temat usługi Smart DNS. Jak wspominałem w poprzednim wpisie, VPN ma bardzo wiele zalet. Jeżeli jednak nasze potrzeby sprowadzają się tylko do umożliwienia sobie dostępu do zagranicznych serwisów wideo zdecydowanie najlepszą opcją będzie usługa SmartDNS.

Nie tylko VPN może pozwolić ominąć blokady oparte na mechanizmach geolokalizacyjnych. Jeżeli chcemy korzystać z różnych serwisów oferujących np. streaming wideo, które oficjalnie nie są dostępne np. w Polsce to inteligentne DNS może nam przyjść z pomocą.

Korzystając z połączenia VPN wszystkie dane jakie przesyłamy przechodzą przez tunel logiczny, serwer pośredniczący w ich wymianie, do tego są szyfrowane. Jak pisałem ma to wiele zalet, ale również w pewnym stopniu doprowadza do spowolnienia prędkości przesyłania informacji.

Nie zawsze też chcemy „tunelować” nasz cały ruch w sieci. Jeżeli w naszym domu czy mieszkaniu mamy kilka urządzeń, konfiguracja VPN z poziomu routera może być dla nas za bardzo skomplikowana. Nie każde urządzenie umożliwia połączenie z VPN, kłopotliwe może być również nieustanne ustanawianie połączeń na każdym urządzeniu z osobna. Lekarstwem na te wszystkie problemy będzie SmartDNS.

Za co w skrócie odpowiadają serwery DNS? DNS  odpowiada za tłumaczenie nazwy mnemonicznej, np. pl.wikipedia.org  na odpowiadający jej adres IP, czyli 91.198.174.232, to tłumaczenie jest niezbędne aby maszyny „się zrozumiały”.

Aby móc w pełni cieszyć się z usług takich jak Netflix, Hulu czy  BBC iPlayer, bez względu na lokalizację w jakiej się znajdujemy, nie rejestrujący przy tym spowolnienia na naszych łączach, warto wykorzystywać właśnie SmartDNS. Dzięki tej usłudze nie będziemy musieli również przełączać się między serwerami np. US a GB z chwilą kiedy chcemy oglądać np. BBC ONE (usługa zrobi to za nas).

Hideipvpn.com oferuje  SmartDNS przy zakupie większości planów VPN, lub jako oddzielną usługę w cenie 4,95$  miesięcznie, najbardziej opłaca wykupić się pakiet na cały rok wtedy kosztuje nas on zaledwie 3,24$ miesięcznie.

Aplikacja HideIPVPN
Aplikacja HideIPVPN

Jak to działa? Sam przez pewien czas nie rozumiałem zasady działania „inteligentnych DNS-ów” ale chyba już rozgryzłem o co chodzi.

HideIPVPN SmartDNS servers will automatically re-route your data in order to bring you best quality of all streaming media to all your devices, including those that do not support VPN protocols. Our servers will recognize if you want to access site in US or UK and act accordingly. You start the service – we will take care about the rest

Po wykupieniu subskrypcji użytkownik powinien zmienić adresy DNS, na te podane przez usługodawcę, w naszym wypadku hideipvpn.com (domyślnie korzysta się z serwerów DNS operatora np. Orange, teraz należy je zmienić).

Jeżeli chcemy korzystać z usługi tylko na PC czy MAC wystarczy pobrać aplikację dostępową ze strony: http://www.hideipvpn.com/setup-howto/. Aplikacja zmieni DNS oraz zaktualizuje w swojej bazie nasz adres IP sama, po zalogowaniu się  wystarczy tylko kliknąć przycisk Enable SmartDNS.

Adres serwerów DNS możemy zmienić również z poziomu systemu, wybierając: połączenia sieciowe>klikając na właściwości aktualnego połączenia>klikając na zakładkę protokół Internetowy w wersji 4 (TCP/IPv4)  oraz właściwości. W oknie jak poniżej wpisujemy ręcznie DNS-y podane przez usługodawcę. Tam gdzie na zdjęciu jest wpisany adres 192.168.2.1 oraz w polu poniżej.

polaczenie sieciowe

Po tym jak zmienimy adres serwerów DNS na stronie http://www.hideipvpn.com, lub korzystając z ich aplikacji, należy zaktualizować im nasz adres IP (uwaga jeżeli mamy zmienny adres IP należy powtarzać te czynność po każdym ponownym połączeniu się do Internetu).

Najwygodniejszą opcją jest zmiana adresów serwerów DNS z poziomu domowego routera. U mnie wygląda to jak poniżej. Takie ustawienie sprawi, że na każdym urządzeniu w domu będziemy mogli korzystać z dobrodziejstw SmartDNS. Jedyne o czym należy wówczas pamiętać to aktualizacja adresu IP, w tym celu należy po prostu włączyć ich aplikacje na PC.

Router

Po tych czynnościach wpisując adres serwisu, który ma zostać odblokowany np. Hulu.com w rzeczywistości serwer DNS kieruje nas do swojego serwera proxy (a nie bezpośrednio na stronę Hulu.com czyli „przekłamuje tłumaczenie”),  zapytanie do serwisu Hulu.com generuje w naszym imieniu sam wykorzystując swoje amerykańskie IP,  następnie treść trafia bezpośrednio do nas co pozwala uniknąć opóźnień.

W przypadku kiedy mamy zmienione adresy DNS na te podane przez HideIPVPN, a nie zaktualizowaliśmy IP po wpisaniu adresu serwisu np. Netflix.com zostaniemy o tym poinformowani.

Jest to ważne chociażby z tego względu, że np. będąc zalogowanymi na Netflix.com serwis  widząc, że coś „kombinujemy” teoretycznie  mógłby nas zbanować na dobre, co jednak w praktyce raczej nie występuje.

Jeżeli po ustawieniu odpowiednich DNS-ów oraz aktualizacji IP nadal otrzymujemy komunikat o tym, że usługa świadczona jest tylko na terenie USA czy GB powinniśmy wyczyścić dane przeglądarki i spróbować ponownie.

Usługa świadczona przez hideipvpn.com spisuje się rewelacyjnie, nie ma opóźnień, problemów ani ograniczeń transferu. Można z niej korzystać w zasadzie na każdym urządzeniu. Najwygodniejszą opcją jest zmiana DNS w ustawieniach routera – to pozwoli korzystać z wideo bez ograniczeń na każdym urządzeniu, które łączy się z Internetem za pośrednictwem tego routera.

Oto część serwisów, z których możemy korzystać dzięki SmartDNS: Netflix, Hulu, Amazon video, Crackle, HBO Go, Dishworld, CBC, ABC, PBS, Pandora, FOX, NBC, BBC. Kompletna lista znajduje się pod tym adresem: http://www.hideipvpn.com/smart-dns/

Dzięki SmartDNS ograniczenia oparte na geolokalizacji praktycznie nas nie dotyczą. Jedyne problemy jakie pozostają to pobranie aplikacji dla systemu Android np. dla Netflix. Nie da się tego zrobić w Google Play natomiast z pomocą przychodzi forum forum.xda-developers.com.

HideIPVPN.com i korzystaj z sieci bez ograniczeń!

 

W dzisiejszym wpisie chciałem przybliżyć oraz polecić usługi oferowane przez HideIPVPN.com. Dotychczas korzystałem, głównie testowo, z usług dwóch innych dostawców tego rodzaju. Niedawno zgłosił się do mnie pracownik z HideIPVPN z prośbą o przetestowanie ich oferty. Po kilku dniach mogę stwierdzić, że usługa sprawuje się doskonale, przyciąga do siebie bardzo przyjazną aplikacją umożliwiającą bezproblemową konfigurację oraz uruchomienie VPN. Nie bez znaczenia jest również fakt, że w ofercie mają również usługę Smart DNS o czym napiszę w innym artykule.

W realnym świecie przywykliśmy do granic, które są zwykle koniecznością. Polacy mogą korzystać z dobrodziejstw układu z Schengen, dzięki czemu mamy dużą swobodę w przemieszczaniu się, swobodę o której w przeszłości nasi rodzice mogli tylko pomarzyć.  Jednak aby wybrać się np. do USA musimy spełnić szereg wymagań formalnych, co sprawia, że każde miejsce nie jest dla nas dostępne „od ręki”, nie mówiąc o znalezieniu i opłaceniu  środka transportu.

Zupełnie inaczej (przynajmniej tak mogłoby się wydawać) jest z granicami w sieci. Tutaj wystarczy wpisać jakiś adres w przeglądarkę i gotowe. Naszym środkiem transportu jest łącze internetowe, a możliwości niemal nieograniczone. Wydawać by się mogło, że w Internecie nie ma ograniczeń znanych z „realnego świata”, uzależnionych od naszej lokalizacji. Niestety nic bardziej mylnego.

Każdy człowiek łączący się z globalną siecią ma przydzielony adres IP (Internet Protocol address):

Adres IP nie jest „numerem rejestracyjnym” komputera – nie identyfikuje jednoznacznie fizycznego urządzenia – może się dowolnie często zmieniać (np. przy każdym wejściu do sieci Internet) jak również kilka urządzeń może dzielić jeden publiczny adres IP. Ustalenie prawdziwego adresu IP użytkownika, do którego następowała transmisja w danym czasie jest możliwe dla systemu/sieci odpornej na przypadki tzw. IP spoofingu (por. man in the middle, zapora sieciowa, ettercap) – na podstawie historycznych zapisów systemowych. źródło Wikipedia 

Użytkownik sieci przebywający np. w Polsce ma przydzielony polski adres IP,  analogicznie użytkownik logujący się do sieci z USA ma adres IP z amerykańskiego zakresu. Co to w praktyce oznacza?

Część serwerów, z których korzystamy, wprowadza częściowe lub pełne ograniczenia, w dostępie do swoich usług, dla użytkowników z poza krajów ich działania. Takie serwery raczą swoich użytkowników treściami dostosowanymi do miejsca, w którym owi użytkownicy się znajdują (np. odpowiednie reklamy).

Odpowiednikiem fizycznych granic państwowych w sieci są specjalne mechanizmy geolokalizacyjne: Geolokalizacja IP – na podstawie adresu IP urządzenia np. komputera i bazy adresów można wyznaczyć przybliżone położenie obiektu np. miasto, kraj […] źródło Wikipedia.

Mechanizm geolokalizacyjny na serwerze jest odpowiednikiem celnika na prawdziwej granicy, który dopuszcza do zasobów tylko użytkowników spełniających określone kryteria. Przebywanie w danym kraju wiąże się pewnymi przywilejami i ograniczeniami. Przykładowo zapytanie wygenerowane przez użytkownika z Polski do serwera w USA świadczącego usługę VOD z prośbą o udostępnienie treści wideo zostaje odrzucone ze względu na fakt, iż użytkownik nie znajduje się na terytorium Stanów Zjednoczonych.

Dla przykładu serwisy takie jak Netflix tj. największa na świecie wypożyczalnia DVD, oraz serwis świadczący usługę wideo na życzenie (pisałem o Netflixie między innymi w poprzednim tekście: Wideo na życzenie w Polsce) blokuje dostęp do swoich treści wszystkim użytkownikom, którzy nie znajdują się na terenie krajów, w których Netflix oficjalnie świadczy swoje usługi. Obecnie Netflix działa między innymi w USA, Kanadzie, Holandii, Wielkiej Brytanii, Irlandii.

Wchodząc na stronę Netflix.com zostaniemy uraczeni komunikatem, że serwis nie działa jeszcze na terenie naszego kraju. Do niedawna przykładem takiej ograniczonej usługi było u nas Spotify. Na szczęście w wypadku tego ostatniego serwisu to się zmieniło. Ograniczenia związane z naszą (polską) lokalizacją są dosyć dotkliwe. Netflix jest tylko jednym z przykładów. Polacy nie mają dostępu do innych serwisów, takich jak Hulu (wideo na życzenie, głównie popularne amerykańskie programy telewizyjne, seriale, filmy, dokumenty), Pandora (radio internetowe z chyba najlepszym algorytmem dobierającym nam muzykę), treści dostępne na stronach programów takich jak: CBS, ABC, BBC, FOX, NBC i wiele innych.

Hulu

Mało kto zdaje sobie również sprawę, że ogrom treści ze względu na lokalizację wycina  Youtube. Tutaj znaczna część teledysków amerykańskich muzyków nie jest dla nas widoczna. Należy również zaznaczyć, że zważywszy na ograniczenia licencyjne nasz stary znajomy, który mieszka w USA, zostanie uraczony komunikatem o niemożliwości skorzystania z treści oferowanych przez polskie serwisy VOD (kto jednak tęskni za Klanem?). Pełne wyobrażenie jak duża jest skala tego zjawiska zdamy sobie dopiero sprawę kiedy pojedziemy do USA. Na szczęście to nie jest jedyna opcja.

iplex
Odwrotna sytuacja : użytkownik z Wielkiej Brytanii nie może skorzystać z polskiego VOD.

Na szczęście zawsze możemy skorzystać z  VPN czyli wirtualnej sieci prywatnej, o której już kiedyś wspominałem.

VPN (ang. Virtual Private Network, Wirtualna Sieć Prywatna), można opisać jako tunel, przez który płynie ruch w ramach sieci prywatnej pomiędzy klientami końcowymi za pośrednictwem publicznej sieci (takiej jak Internet) w taki sposób, że węzły tej sieci są przezroczyste dla przesyłanych w ten sposób pakietów. źródło Wikipedia

Cała komunikacja w tym tunelu może być szyfrowana oraz kompresowana, co zapewnia nam dużo więcej bezpieczeństwa niż go mamy w sieci publicznej. Stosowane w tym celu algorytmy są raczej nie do złamania. Sieć wirtualna to struktura logiczna, w odróżnieniu od struktury fizycznej (dedykowane łącza), nieporównywalnie tańsza, a zapewniająca podobny poziom bezpieczeństwa. Generalnie VPN ma bardzo szeroki zakres zastosowań, samo zmienianie IP to tylko jedna z wielu możliwości jakimi obdarowuje nas sieć prywatna. Ten rodzaj transmisji jest bardzo przydatny w komunikacji pomiędzy firmami, bądź oddziałami firmy.

Przesyłanie poufnych danych z wykorzystaniem sieci publicznej przypomina wysyłanie kartki pocztowej, której treść może poznać operator pocztowy, czy każdy komu owa kartka wpadnie w ręce – jest po prostu skrajnie nierozsądne.

Korzystając z usług różnych dostawców Internetu (często lokalnych, których nie możemy obdarzyć dostatecznym zaufaniem) stosując VPN, wszystkie informacje wysyłane pomiędzy naszym komputerem aż do komputera świadczącego usługę VPN są szyfrowane. W praktyce oznacza to, że nasz dostawca Internetu nie ma technicznej możliwości wglądu w to co przesyłamy i odbieramy korzystając z łącza (widzi tylko ile danych zostało przesłanych i kiedy). Komputer, z którym się łączymy stanowi nasze okno do sieci Internet – natomiast my jesteśmy widziani w sieci jako ten właśnie komputer. Najważniejszą sprawą na jaką należy zwrócić uwagę to wiarygodność usługodawcy VPN (o ile sami nie konfigurujemy dla siebie takiej usługi), gdyż z chwilą połączenia się z taką siecią wszystkie dane będą przechodzić przez taki serwer.

Oto kilka przykładów na to jakie zastosowania może mieć VPN:

  • VPN jest najlepszym rozwiązaniem dla osób, które często korzystają z publicznych hotspotów, gdzie istnieje duże ryzyko, że osoby niepowołane będą miały dostęp do naszych danych.
  • Ominięcie blokad opartych na geolokalizacji.
  • Zwiększenie bezpieczeństwa podczas przesyłania poufnych danych
  • Ominięcie ograniczeń z blokowaniem portów przez dostawcę np. aby działały usługi takie jak voip czy Skype.
  • Podczas podróży niektóre kraje cenzurują dostęp do sieci.
  • Większy poziom anonimowość tzn. odwiedzając każdą stronę internetową pozostawiamy dane o swoim adresie IP, korzystając z VPN pozostawiamy tylko adres IP bramy, z której korzystamy tj. np serwera w USA.

Serwis HideIPVPN.com oferuje cały wachlarz usług ze wsparciem dla wielu platform takich jak : Windows, Mac, Android itd.

 

hideipplany

Do wyboru mamy kilka planów Premium, więc każdy może znaleźć ten najbardziej odpowiedni dla siebie. Za niespełna 6 dolarów miesięcznie możemy mieć dostęp do serwera US, co powinno nam wystarczyć do większości zastosowań. Do wyboru mamy kilka protokołów połączeń jak: SSTP, PPTP, OpenVPN, L2TP/IPsec and Proxy, o różnicach między nimi warto poczytać w sieci.

program

Aplikacja do zarządzania połączeniem jest bardzo intuicyjna i przejrzysta, każdy powinien sobie poradzić.  Po założeniu konta możemy testować usługę przez 3 godziny za darmo. Opłaty możemy dokonać standardowymi metodami: płatność kartą kredytową bądź PayPalem.

Usługodawca deklarują, że dane użytkowników nie są przechowywane. Wszelkie nadużycia są eliminowane i słusznie, zawsze przecież chodzi o dobro innych użytkowników.  Firma deklaruje również zwrot pieniędzy do 3 dni jeżeli będziemy niezadowoleni ze świadczonych usług. Dane podczas połączenia są szyfrowane kluczem 128 bitowym. Najwyższy poziom bezpieczeństwa zapewnia protokół OpenVPN ale jego używanie w jakimś stopniu zmniejsza prędkość dlatego warto wykorzystywać protokoły takie jak: PPTP or L2TP/IPsec.

Moje testy dotyczące oglądania treści wideo wypadły bardzo dobrze i bez problemów. Gorąco polecam każdemu komu ograniczenia terytorialne i bezpieczeństwo w sieci nie dają spokoju.

Wideo na życzenie w Polsce

 

W całym cywilizowanym świecie dobre serwisy VOD zdobywają coraz większą rzeszę fanów. Model oglądania filmów zupełnie się zmienił w ciągu ostatnich kilku lat. Większość z nas pamięta jeszcze pozytywne emocje związane z wizytą w lokalnej wypożyczalni VHS. W  odległych latach dziewięćdziesiątych zdobycie niektórych filmów graniczyło z cudem. Większość z nas rejestrowało filmy z telewizji, później krążyły one wśród znajomych.

Przypominam sobie historię jak pożyczyłem od kolegi kultowy w okresie mojego dzieciństwa  film  The Goonies, następnie po jakimś czasie    pożyczyłem film następnej osobie. Ostatecznie po kilku latach w luźnej rozmowie z właścicielem owej kasety okazało się, że film odnalazł się u naszych wspólnych znajomych (ja oczywiście o nim zapomniałem).

Czasy jednak bardzo się zmieniły. Większość przeszła długą drogę od czyszczenia głowicy magnetowidu poprzez klienty P2P (kto nie pamięta Kazaa czy eDonkey2000)   do czasów obecnych. Śmiem postawić tezę, że jeszcze kilka lat temu dla większości użytkowników sieci w Polsce pobieranie filmów za pomocą klientów torrentów to była codzienność. Nie prowadzę badań na ten temat, ale z własnych obserwacji muszę powiedzieć, że jest to proceder coraz rzadszy. Wpływ na to miało wiele czynników, np. rozpowszechnienie wszelkiej maści serwisów typu Chomikuj.  Po drugie zwiększenie świadomości, że w Polsce przestępstwem nie jest pobieranie lecz udostępnianie treści, do których nie posiada się praw autorskich. Korzystanie z torrentów zwykle wiązało się z jednoczesnym udostępnianiem treści, na co prawo nie pozwala. Kolejna kwestia to zwiększenie przepustowości domowych łączy i popularyzacja serwisów opartych na  Real Time Streaming Protocol, które umożliwiają oglądanie treści wideo bez ich uprzedniego pobierania.

I właśnie ta stosunkowo niedawno powstała gałąź serwisów VOD (Wideo na życzenie skrót VoD lub VOD; ang. Video on Demand – wideo na żądanie) zaczyna być jednym z najważniejszych segmentów na tym rynku. To co jeszcze kilka lat temu było zupełnie nie do pomyślenia stało się rzeczywistością. Korzystanie z serwisów VOD z mojej perspektywy ma niemal same plusy. Mogę powiedzieć, że osiągnąłem pewien poziom dojrzałości jeżeli chodzi o podejście do konsumpcji treści, wymagało to kilku lat różnych doświadczeń i zbudowania innego podejścia do tego tematu.  Na moje obecne spojrzenie składają się następujące kwestie:

  1. Uważam, że twórcy należy się zapłata ode mnie jako odbiorcy, wspaniale jeżeli uiszczona będzie ona w jakimś sensownym modelu, taki model oferuje np. Netflix, o którym więcej za chwilę. Niekoniecznie stać mnie na kupowanie 15 filmów miesięcznie, ale raczej na pewno mnie stać na jakąś zryczałtowaną opłatę rzędu 30 zł miesięcznie za dostęp do dużej ilości treści wideo. Od razu napiszę również, że nie przekonują mnie argumenty wysuwane przez wielu, że takie opłaty są wysokie. To kwestia priorytetów, ktoś woli papierosy za 14 zł, a ktoś inny dostęp do serwisu VOD)
  2.  Mam sporo obowiązków i kryterium czasu, który musiałbym poświęcić na szukanie filmów i ich ściąganie ma dla mnie  znacznie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to bardzo indywidualna kwestia, która dla ogromnej grupy może wydawać się błacha.
  3. Kryterium wygody i jakości. Dla mnie to ogromna zaleta, że korzystając z Netflixa mam do wyboru spośród trzech jakości (korzystam z mobilnego internetu pakiet 30GB/miesięcznie) i mogę decydować o tym w jakiej jakości chcę oglądać film. Najsłabsza jakość określana mianem dobrej (i rzeczywiście jest ok), to około 300 mb na godzinę. Wygodne również jest to, że  serwis dosyć trafnie dobiera propozycje dla mnie. Mam naprawdę spory przedział materiałów do wyboru. Nie kupuje kota w worku, serwis oferuje materiały wideo w dobrej jakości. Ile razy ściągaliście coś z sieci by szybko rozczarować się tym co ujrzeliście po włączeniu filmu?
  4. Kryterium przejrzystości prawnej: płacę i legalnie korzystam bez obaw i z przyjemnością. Wiem, że serwis nie zniknie z dnia na dzień, nie zostanie zamknięty. Jeżeli mam z czymś problem mogę skontaktować się z obsługą techniczną. Mam oficjalne wsparcie dla wielu urządzeń w tej samej cenie. Codziennie dodawane są nowe materiały.

Przyznam, że nieco odpychają mnie wszelkiej maści serwisy streamingowe działające na pograniczu prawa, których nazw nie będę wymieniał, wszyscy doskonale wiemy o jakie tutaj chodzi. Moje skromne doświadczenia z nimi prowadzą do jednoznacznych wniosków:

  • są to serwisy dla bardzo mało wymagających użytkowników
  • kiepska jakość materiałów, jeżeli nawet trafi się dobra to nie ma opcji do wyboru np. napisy, lektor
  • ich nieprzewidywalny status: dzisiaj jest, jutro nie
  • brak wsparcia dla różnych urządzeń: nawet jeżeli da się skorzystać na androidzie to zwykle nie bez problemów
  • brak zapamiętywania momentu w jakim skoczyliśmy, budowania list: np. do obejrzenia
  • zupełny brak dbałości o szczegóły typu design, player itd.

Generalnie można by było jeszcze długo wymieniać. Oczywiście to nie zmienia faktu, że takie serwisy mają swoje zastępy wiernych fanów (poniekąd ich rozumiem) za kilka groszy można oglądać do woli niemniej jednak wydaje mi się, że nie tędy droga.

Za granicą wielką popularnością cieszą się serwisy z wideo na życzenie, takie jak Hulu czy Netflix. Ten ostatni wszedł niedawno do kilku krajów europejskich.  Miałem okazję przekonać się jak niesamowitą usługą jest Netflix. Dostęp do ogromnej ilości filmów fabularnych, dokumentalnych za niespełna 30 złotych miesięcznie. Wszystko to bez limitu, w ramach zryczałtowanej, niewielkiej opłaty dostępne na wielu platformach w tym Windows czy Android.  W Polsce serwis jest oficjalnie niedostępny. Jednak dla chcącego nic trudnego, wystarczy wykupić jakąś usługę VPN (najlepiej aby oferowała zarówno tradycyjny VPN jak i DNS TV). W sieci można znaleźć sporo na ten temat. Osobiście polecam serwis ACEVPN za niespełna 6$ miesięcznie mamy dostęp do VPN i DNS TV.O rozwiązaniach tych można przeczytać również na popularnym blogu Antyweb: tutaj dlatego nie będę się rozpisywał.

W świetle tego co napisałem wydawać by się mogło, że serwisy VOD w polskiej sieci powinny powstawać jak grzyby po deszczu i przyciągać do siebie przede wszystkim wielkością zasobów, jakością, multiplatformowością oraz legalnością.

Sam z chęcią zaoszczędziłbym na usługach typu VPN i wykupił taką usługę u jakiegoś lokalnego dostawcy, jednak mimo najszczerszych chęci to co można u nas dostać to jedno wielkie nieporozumienie.  Tak podsumowuje Netflixa Dominik Libicki szef Cyfrowego Polsatu w rozmowie, którą możemy przeczytać w portalu wyborcza.biz :

Netflix w Polsce będzie musiał pokonać kilka dużych barier. Pierwsza, to piractwo, z którym boryka się także Ipla. A druga – to produkcje lokalne. Jeszcze długo Netlflix nie będzie miał w swoich bibliotekach polskich programów, a jako serwis z fajnymi zagranicznymi serialami i filmami będzie atrakcyjny tylko dla niewielkiej grupy bardziej wymagających, wykształconych i lepiej sytuowanych abonentów. Na tym etapie będziemy więc mieli kolejną wersję HBO i to jest problem dla kanałów premium, a nie dla platformy cyfrowej. Wyobrażam sobie nawet współpracę z Netfliksem, a nie bezpośrednią konkurencję.

Read more: tu

O ile zdanie, iż nie jest to bezpośrednia konkurencja dla platformy cyfrowej (przynajmniej w obecnych realiach) rozumiem, to stwierdzenie, że Netflix jest skierowany tylko do „zamożnych i intelektualnych elit” uważam za kompletne nieporozumienie.

Widocznie podobne zdanie ma większość ludzi mających wpływ na kształt obecnych na polskim rynku legalnie działających serwisów VOD. Większość z ich oferty sprowadza się do serwowania wszelkiej maści miernych telenoweli (czy to są naprawdę poszukiwane najczęściej produkcje przez polskiego internautę?).

Wydaje mi się, że upadek telewizji dostępnej w ramach naziemnego pasma cyfrowego (wyjątek Tvp Kultura, Tvp Historia) jest bezdyskusyjny, zatem czy fanom takich produkcji nie wystarczy dostęp do tego w telewizji, jak to teraz się określa linearnej?

Teraz kolejna kwestia, wielkość oferowanych zasobów. Gdybym nie poznał serwisu typu Netflix czy Hulu, to może bym tego nawet nie zauważył ale… Przyglądam się ofercie serwisu Ipla i w danej kategorii np. film obyczajowy mamy trzy podstrony po 28 filmów na każdej, w tym jakieś seriale (czyli to samo tylko kolejne odcinki) – o czym my mówimy? Niespełna 100 filmów w kategorii tak potężnej jak film obyczajowy? Zakładając, że 20% z tych filmów potencjalny klient już widział, że 30% go nie interesuje i optymistycznie przyjmując, że chce zobaczyć to co pozostało czyli 50 filmów (w tym jeden serial stanowi 30%) to ile nam zostaje??? Ipla i tak ma swoje mocne strony jak możliwość oglądania kanału Discovery za niewielką opłatą… (jednak już na Androidzie opcja ta jest dostępna tylko w najgorszej jakości i nie  widać by technicy chcieli ten problem rozwiązać).

Teraz weźmy pod lupę serwis Vod.pl kategoria dokument: nie wiem jak wy, ale ja bardzo lubię filmy dokumentalne, generalnie kojarzą mi się one z czymś ciekawym, o charakterze edukacyjnym czy poznawczym. Wystarczy popatrzeć na tytuły dokumentów w tym serwisie, to taki odpowiednik dokumentalnego brukowca: „Tajemniczy świat striptizu„, „Moje piersi należą do stu facetów„, „Człowiek, który zjadł swoje życie„, „UFO nad Wielką Brytanią„, „Trzystukilowy prawiczek„. Ok gusta są różne, może coś tam można znaleźć o nieco bardziej „poznawczym” charakterze, ale moim zdaniem jest źle. Nie wyszukiwałem tych pozycji celowo, to kilka z pierwszej strony.

Swojego czasu miałem dobre zdanie o serwisie Iplex.pl gdyż było tam dużo „niszowego” ale ambitnego kina. Jednak później przytłaczała mnie ilość reklam, zacinający się wiecznie player. Oferta też jest bardzo ograniczona aby ten serwis zadowolił na dłużej.

Nawet jeżeli te polskie serwisy w jakimś stopniu zapewniają dostęp do produkcji filmowych, to robią to w bardzo ograniczony sposób. Potrafię  zrozumieć, że z punktu widzenia wszelkich prawnych komplikacji, nie jest czymś oczywistym zbudowanie jakiejś sensownej oferty w naszym kraju, niemniej jednak obecna sytuacja jest zła.

Znajdujemy się niestety za żelazną kurtyną jeżeli chodzi o legalny  dostęp do treści na życzenie w sieci. Barierę tę na szczęście przełamały  serwisy oferujące dostęp do muzyki takie jak Spotify.

Czy coś w materii VOD się u nas szybko zmieni? Na to pytanie nie znam niestety odpowiedzi i wszystkie empiryczne dane wskazują, że niestety nie prędko.